Thor: Ragnarok

thor-ragnarok-has-a-colorful-cast-of-characters

Witam was po bardzo długiej nieobecności. A więc wakacje minęły. Tak wiem jestem bardzo szybka heh. No, wakacje minęły, zaczął się nowy rok szkolny, ja jestem już w liceum… Boże czemu? Tu jest okropnie!! Ale wracając do nowinek. Kończy, a właściwie skończył się już pierwszy semestr, przynajmniej u mnie, bo maturzyści muszą mieć czas na zdobycie nowych ocen itp. Niedługo święta, ferie, nowy rok. Ach jak ten czas szybko mija. A ja wracam do was z nową recenzją. Jakiś mniej niż miesiąc temu w moim kinie, czyli na totalnym, no dobra, nie totalnym, ale na lekkim zadupiu, pojawił się długo przeze mnie wyczekiwany film „Thor: Ragnarok”. Czemu wyczekiwany? Ponieważ miał tam się pojawić Loki, grany przez Toma Hiddleston. Jest to niewątpliwie jedna z moich ulubionych postaci z universum Marvela. Ponadto miał tam grać, i grał Benedict Cumberbatch w roli Doktora Strange’a. Czyli dwóch moich ulubionych aktorów w jednym filmie. Dobra przechodzimy do recenzji.

Thor: Ragnarok, trzecia część z serii filmów o Thorze. Wyreżyserowana przez Taika Waititi na podstawie scenariusza Erica Perason, Craiga Kyle i Christophera Yost. Kupując bilety i wchodząc do kina oczekiwałam czegoś niezwykłego i nie zawiodłam się.

Zaczynamy od sceny, gdy Thor rozmawia w niewielkiej klatce, wiszącej pod sufitem, wraz ze swym współwięźniem kościotrupem. Po chwili okazuje się, że został uwięziony przez Surtura, odwiecznego wroga Odyna, który ma zniszczyć Asgard. Thorowi udaje się uciec, dodatkowo ucina demonowi głowę, która była również jego koroną. Naszemu blondaskowi udaje się (z lekkim opóźnieniem) dostać do Asgardu. Nie ma już Haimdalla, co jest dla mnie wielkim bólem, za to pojawia się nowy strażnik. Thor idzie na spotkanie z Odynem, który niczym rzymski cesarz leży sobie na kanapie, zajadając winogronka i oglądając spektakl o śmierci Lokiego z końcówki drugiej części Thora. Tiaaa… ewidentie już wiesz, że to nie jest Odyn (szczególnie po obejrzeniu końcówki drugiej części Thora, gdzie ten po zrezygnowaniu z tronu Asgardu odchodzi, a Odyn zmienia się w Lokiego). A więc podstępem nasz bohater zmusza brata do pokazania się w prawdziwej formie. Później nasz Rogaś zabiera brata na Ziemie, gdzie umieścił Wszechojca. W domu dla starców… który jest rozbierany. No dobra, dzięki Strange’owi znajdują go i dowiadują się, że mają starszą siostrę – Hel, która chce przejąć tron Asgardu i zabić braci. Thor i Loki trafiają do jakiegoś dziwnego świata. Thor trafia na śmietnisko, a później Arene, a Loki oczywiście umie się cwaniak wszędzie wpasować i zostaje kumplem tamtejszej szychy. W „poczekalni” gladiatorów Thor traci włosy, znaczy obcinają mu je (co jest trochę smutne) i poznaje Korga. Facet jest miszczem żartu. Kiedy tylko się pojawia, widownia płacze ze śmiechu. No dobra dalej. Thor walczy z Hulkiem, co łatwo wywnioskować z traileru. Możecie sobie wyobrazić minę Lokiego, gdy go zobaczył.

A więc przechodząc do samej oceny. Uważam, że film jest bardzo dobry, choć boli mnie troszeczkę, że Marvel tak zmienia mitologię, ale przerobili ją ciekawie, więc okej. Dalej – obsada, nic do niej nie mam, teraz tylko czekam na trzecią część Avengers i będę spełniona, bo do Toma i Benedicta dołączy Robert (Tony). Humor – jak dla mnie jest naprawdę świetny. Dobra umówmy się ja nie mam wielkich wymagań do filmów, a z Marvela jedynie druga część Avengersów średnio mi się podobała. Jeszcze tylko muzykę chciałam bardzo pochwalić.

A więc końcowa ocena 10/10. Może, jest to za wysoka ocena, może nie, jak dla mnie idealna.

podpis

Gravity Falls/Wodogrzmoty Małe

2b6998336d3dc1ea3281df0274a7fd15

Witajcie, po tej jakże długiej przerwie. Przepraszam! Ale nie miałam ostatnio za bardzo chęci do tego pisania, ale mam nadzieje, że teraz będzie inaczej.

No dobra. Dzisiaj na warsztat bierzemy kreskówkę wyprodukowaną przez Disney’a Gravity Falls, będę używać angielskiej nazwy, ponieważ no cóż brzmi dla mnie o wiele lepiej. Tak, więc, Gravity Falls, serial animowany, stworzony przez, jak dla mnie genialnego Alexa Hirisha. Wyreżyserowane przez:

  • John Aoshima,
  • Aaron Springer,
  • Joe Pitt,
  • Rob Renzetti,
  • Matt Braly,
  • Stephen Sandoval,
  • Sunil Hall.

W Polsce miała premierę 20 września 2012 roku.

A teraz do recenzji.

Bliźniaki Pines, Mebel i Dipper, zostają wysłani przez rodziców do wujka Stanka Pinesa, zamieszkanego w tytułowym miasteczku Gravity Falls w stanie Oregon. Dipper, czyli Mason „Dipper Pines, nie jest jakoś bardzo entuzjastycznie nastawiony do tego wypadu. Za Mebel brała to jako coś wspaniałego. Po przyjeździe wita ich wujek Stanek, właściciel Chaty Tajemnic, po angielsku „Mystery Shack”. Ma dwójkę pracowników, Wendy Corduroy, stojąca za kasą oraz Jesus „Soos” Alzamirano Ramirez, złota rączka.
Dipper szybko odnajduje czerwony, gruby dziennik z wielką 3 na środku. Zapisane są tam ciekawe rzeczy, spostrzeżenia tajemniczego autora, opisy różnych miejsc oraz potwór. To staje się pewnego rodzaju obsesją chłopaka i chce on rozwiązać tajemnice, dziwnego miasteczka, a także dowiedzieć się kto jest autorem dziennika. Mebel zaś spełnia wakacyjne marzenia, szuka chłopaka i przyjaciół. Prawie zawsze pomaga bratu.
Miasteczka pilnuje dwóch policjantów szeryf Blubs i jego wierny przyjaciel Erwin Durland. W serialu pojawiają się również przyjaciele Wendy oraz Pacyfika Północna, wróg Mebel (oczywiście postaci jest więcej, ale nie chce wam spoilerować, no a wymienianie wszystkich też nie ma sensu).
Jednak po czasie wszystko staje na głowie. Okazuje się, że bliźniacy, będą mieli o wiele potężniejszego przeciwnika niż Pacyfika lub istoty z lasu.

Kreskówka jest naprawdę interesująca. Pełna komedii i tajemnic. Twórca postanowił dać trochę więcej rozrywki niż tylko oglądanie. Także wypatrywanie. Tak, jest tam wiele ukrytych szczegółów, dla tych spostrzegawczych, to dobra zabawa. Teraz trochę o dubbingu. Ogólnie nie jest zły, choć głos pewnego… a niech będzie, niejakiego Billa jest irytujący. 1000 razy bardziej wole angielski. Jeśli chodzi o resztę, to naprawdę jest w porządku.

Moja ocena: 8,5/10, za brak kolejnego sezonu i głos polski głos Billa.

Mogę to serdecznie polecić. Jeśli oglądaliście, napiszcie co wy sądzicie o tej kreskówce.

podpis

„Stowarzyszenie Umarłych Poetów”

„Czytam poezje, bo należymy do gatunku ludzkiego. A gatunek ludzki przepełniony jest namiętnościami! Oczywiście. medycyna, prawo, bankowość to dziedziny niezbędne, by utrzymać nas przy życiu. Ale poezja, romans, miłość, piękno? To wartości, dla których żyjemy” – Jonh Keating „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”

Witajcie moi mili! Teraźniejszą omawianą przez moją klasę lekturą jest „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”. Osobiście sądzę, że jest to jedna z najlepszych lektur szkolnych. Książka, opowiada o elitarnej Akademi Weltona w USA. Główni bohaterowie czyli Todd Anderson, Neil Perry, Knox Overstreet, Charlie Dalton, Richard Cameron oraz Jonh Keating, nowy nauczyciel literatury angielskiej. No właśnie. Akademia Weltona jest szkołą tak wymagającą, że głowa mała. Szczerze uciekłabym stamtąd szybciej, niż się pojawiłam. Tradycja, dyscyplina, honor i doskonałość, główne zasady placówki, prowadzonej prze Gale Nolana, którego miałam ochotę walnąć deską od prasowania już po pierwszym rozdziale, a po późniejszych zwalić na niego kowadło i fortepian… chociaż nie, szkoda fortepianu. Wracając. Dyrektor zatrudnia wcześniej wspomnianego nauczyciela literatury angielskiej, który jak później się okazuje uczęszczał do akademii. Nowy nauczyciel nie zgadza się ze słowami pracodawcy, iż młodzi ludzie nie powinni samodzielnie myśleć i uczy ich tego. Jego lekcje są nadzwyczajne, ciekawe, jedyne w swoim rodzaju. Keating na samym początku chce, aby uczniowie zwracali się do niego „O kapitanie, mój kapitanie”. Po przeczytaniu, przez Neila wstępu „Zrozumieć poezje”, każe wyrwać stronę i wyrzucić do kosza. Robi to w bardzo teatralny sposób, co bawi uczniów. Nie będę wam streszczać książki ze szczegółami, ale chciałam wam przedstawić ten bardzo ciekaw fragment. Oczywiście jest ich wiele, jak na przykład o „carpe diem”, lub chociażby poradniku „Sposób na nieprzeczytaną lekturę” i dużo, dużo więcej. Książka o tym, aby nie iść pod prąd, aby być sobą nie należeć do stada, do „hoi polloi” z greckiego „to nasze stado”. Książka o marzeniach, spełnionych i niespełnionych, o smutku i radości, o buncie, przyjaźni i zdradzie.

Stowarzyszenie Umarłych Poetów, tajne zebrania rozpoczęte przez Keatinga i jego przyjaciół w młodości, zostało kontynuowane przez teraźniejszych uczniów akademii, spotykając się w grocie czytają wiersze, smakując słowo. To jest piękne. Nie każdy człowiek to potrafi, Ci jednak którzy to potrafią są wielcy.

Nie potrafię zrecenzować tej książki tak, aby oddać to jakie wrażenie wywarła na mnie, na pewno nie bez spoilerów. Tak więc, kończąc, książka jest naprawdę świetna, warta polecenia, a tym bardziej przeczytania. Daję jej 13/10, czemu? Niezwykła książka zasługuje na niezwykłą ocenę.

O kapitanie, mój kapitanie!

f2-stowarzyszenie-umarlych-poetow-1

podpis

Eleonora & Park

eleonora-i-park-b-iext44607832

Niedawno skończyłam czytać książkę niejakiej Raibow Rowell o tytule „Eleonora & Park”. Jest to powieść młodzieżowa. Opowiada o dwójce młodych ludzi w wieku licealnym. Eleonora przeniosła się do nowej szkoły. Nie  była, jak w wielu książkach, szczupłą, ładną dziewczyną. Miała okrągłości i swój bardzo nietypowy i oryginalny styl oraz Rude, kręcone włosy (wyobrażałam ją sobie jako Meride z filmu „Merida waleczna”). Było jasne, że wszyscy będą się z niej śmiali. Nikt nie chciał, aby ta do niego usiadła. ech, a raczej szczęście chciało, że Park, przystojny pół Koreańczyk, siedział sam przy oknie. Tam też zajęła miejsce, po dosyć niemiłej namowie chłopaka, choć skutki tego były takie same. Uczeń myślał to co inni: „jest dziwna”, „szajbuska” itp. Tak rozpoczęła się ich znajomość. Rudowłosa, często przyglądała się komiksom, które czytał jej sąsiad z autobusu, co zaowocowało wspólnym tematem. Jak się później okazało Eleonora jest bardzo mądra, nawet „specjalnie uzdolniona”. Ale cóż jak chyba w każdej książce musi być jakiś antagonista. W tym przypadku jest kilka. Tina – szkolna, jak ja to nazywam księżniczka. Najlepsza, najpiękniejsza dziewczyna, ze swoją świtą, która szydzi z gorszych oraz Steve, mięśniak jak ich od groma. Ale nie to jest najgorsze. Książka „Eleonara & Park” łączy wątek miłosny, problemy szkolne, kpiny z dziwnej dziewczyny oraz jej problemy osobiste. W tym wypadku jest to jej ojczym – Richie. Szczerze, popapraniec jakiego miałam okazje poznać w książce (chociaż Jonh z Domu Nocy – ojczym Zoye, też najlepszy nie był). Miałam ochotę rozwalić mu łeb kilka razy podczas czytania tej lektury. Facet jest czystym psycholem, alkoholikiem i kryminalistą. Główna bohaterka ma jeszcze czwórkę młodszego rodzeństwa, ale to ją ojczym nienawidzi najbardziej. 

Eleonorze coraz bardziej podoba się Park i z wzajemnością. Pożycza jej komiksy, a także kasety i odtwarzacz. Miłość iskrzy w powietrzu. Bohaterowie zaczynają się do siebie przekonywać. Trzymają się za ręce, jest słodko. Kochają się nad życie. Największą przeszkodą w ich związku jest Richie. Nie może się dowiedzieć o Parku, bo Eleonora nie może mieć chłopaka. Czemu? Bo może odkryć lekką patologię w ich rodzinie. 

A teraz trochę o Parku. Cóż jego życie jest zwyczajne. Ma kochających go i siebie nawzajem rodziców, matka – Koreanka, ojciec – Amerykanin, poznali się na wojnie oraz młodszego, choć wyższego brata Josha. Chłopak ćwiczy taekwondo, lubi czytać komiksy oraz słuchać ciężkiego rocka. W końcu zakochuje się w rudowłosej Eleonorze. Ma nadzieję, na wieczną i szczęśliwą miłość, jednak jego druga połówka nie podziela tego zdania. Ona nie wierzy w coś takiego jak „żyli długo i szczęśliwie”. Mimo to, on nie poddaje się i robi co może, by uszczęśliwić wybrankę, choćby musiał przypłacić za to nintendo lub szlabanem. 

„Eleonora & Park” jak dla mnie świetna młodzieżówka. Nie przedstawia tych banalnych historyjek załamań nastolatek, pięknych i młodych, które wymyślają sobie kompleksy, a dziewczyny wyśmiewanej, która ukrywa się we własnym domu. Są tutaj wielkie przeciwieństwa, ale i podobieństwa, np gusta. Lektura bardzo ciekawa i godna polecenia. Daje 9/10, przez koniec. To znaczy nie jest zły, jest świetny, bo niespodziewany, ale nie mogę go przemóc.

podpis

Wesołych świąt 2016

christmas-fire

Heja! Nie, to nie jest recenzja. Ale spokojnie planuje coś jeszcze decyduje się z czego, ale nie długo będzie. Za nie całe dwa dni będą święta, więc chciałam Wam złożyć serdecznie życzyć wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń! Sorry jestem słaba w wymyślaniu życzeń. 

Niech w święta w Twym domu zagości
mądrość i zgoda, uśmiech i dostatek.
Niech przez cały rok nie braknie miłości!
Przesyłam uściski i biały opłatek.

podpis

Harry Potter i przeklęte dziecko

z20483044Q,-Harry-Potter-i-przeklete-dziecko----premiera-ksia

UWAGA! W tym wpisie pojawiają się SPOILERY!

Hejka wszystkim moim czytelnikom! Dzisiaj przedstawię dla Was moją ocenę najnowszej części Harry’ego Pottera. Książkę trafiła w moje ręce 26 października, kiedy to byłam na wycieczce szkolnej w Warszawie. Wydałam na nią nie całe 50 złotych, mogłam kupić ją 10 złotych taniej, jednak nie zbyt lubię książki w miękkiej okładce. Przejdźmy do tematu głównego. „Harry Potter i przeklęte dziecko” jest to sztuka teatralna napisana, co samo w sobie jest złe, nie przez J.K Rowling tylko Jacka Thorne’a oraz wyreżyserowana przez Johna Tiffany’ego. Jednak jest ona na podstawie historii naszej autorki. Głowna akcja dzieje się 19 lat po wydarzeniach z Insygnii Śmierci, Hogwart to już nie ruiny i kupa kamieni, a odbudowany zamek. Teraz chodzą tam dzieci bohaterów z Harry’ego Pottera. Poznajemy m.in Jamesa, Lily, Albusa Severusa Pottera – dzieci Harry’ego i Ginny, Rose i Hugo Weasley – potomstwo Rona i Hermiony oraz Scorpiusa Maloy’a – pierworodnego Draco i jego żony Astorii. Hermiona jest Minitrem Magii, Harry Szefem Departamentu Przestrzegania Praw, Ginny redaktorką proroka codziennego od quidditcha, a Ron prowadzi sklep Weasley’ów.

Albus idzie pierwszy rok do Hogwaru, obawia się, iż trafi do domu Węża, jego  ojciec oczywiście go pociesza, co mamy pokazane w końcowej scenie w filmie „Harry Potter i Insygnia śmieci cz. 2″. W pociągu chłopak poznaje Scorpiusa Malfoy’a, który od dzieciństwa ma złą sławę, bowiem krążą plotki, iż jest synem Sami-Wiecie-Kogo, to znaczy Voldemorta, albo jak ja go zwę Valdiego, przepraszam Voldiego XD. Astoria została skażona klątwą rodzinną, a poród bardzo ją osłabił, przez co cała rodzina ukrywała się, wtedy też zrodziły się te plotki. Jenak jak to możliwe, żeby Scorpius był synem Vodiego? No cóż plotki głosiły, iż Astoria cofnęła się w czasie i spłodziła syna z wyżej podanym, ponieważ był lepszą partią niż Draco, w sensie potęgi i mocy, bo jeżeli chodzi o wygląda to… no może z Tomem Morvolo Riddlem bym się podkusiła, ale z tą łysiną to nie. Nevermaid. Przez te plotki nasza biedna bohaterka stawała się co raz słabsza. Draco zaś pracował w Ministerstwie Magii, nie znamy jego dokładnej posady, przynajmniej ja nie pamiętam. Albu s Scorpius zaprzyjaźniają się, co pogłębia się wraz z przydzieleniem Pottera do Slytherinu. Mijają miesiące, lata, pojawia się konflikt pokoleń, pomiędzy Harrym, a Albusem, który jest wyśmiewany za bardzo nikłe umiejętności magiczne. W końcu padają nie wybaczalne słowa od obu stron typu: „Żałuje, że jesteś moim ojcem”, „Żałuje, że jesteś moim synem”.

Draco wiele razy prosi Harry’ego, aby ten zrobił coś ze sprawą plotek związanych z rodziną Malfoy’ów, jednak ten, mówi iż nie może nic z tym zrobić. Na trzecim roku Scorpiusa, Astoria pod wpływem klątwy i możliwe, że także męczących plotek umiera, co wstrząsa jej synem oraz mężem.

Większa akcja zaczyna się, gdy Albus podsłuchuje rozmowę ojca z Amosem Diggorym, który prosi go, aby ten cofnął się w czasie i uratował jego syna. Harry nie zgadza się przecząc również faktowi, iż Ministerstwo posiada zmieniacz czasu. Albus chce uratować chłopaka, który nie powinien umrzeć, tamtego roku. Wraz z Scorpiusem oraz Delphi, podającą się za siostrzenice Amosa, wykradli zmieniacz czasu i rozpoczęli swą podróż w czasie. Co nie najlepiej się zawsze kończyło. Na końcu okazuje się, iż Delphini to córka Voldemorta oraz Bellatriks. Chcę ona zobaczyć i żyć ze swym ojcem, dlatego też cofa się do  1981 roku 31 października. Wszyscy myślą iż chce zabić młodego Pottera, ta jednak planuje nie pozwolić Voldemortowi aby zaatakował dom chłopaka. Dzięki sprytnemu planowi Harry’ego, Ginny, Hermiony, Rona, Draco, Albusa oraz Scorpiusa nie udaje jej się to. 

Tak przedstawiłam Wam w skrócie całą książkę i teraz czas na ocenę. Więc tak z początku nie planowałam jej czytać, z powodu stylu jej napisania oraz, że nie jest autorstwa Rowling. Mimo to, przemogłam się i przeczytałam, co zajęło mi nie całe 3 dni. Według wielu osób jest ona taka sobie, bo nie jest to już ten sam Harry co kiedyś, co i mnie boli. Nie mogę powiedzieć dużo o stylu jej pisania, ponieważ jak na razie przeczytałam tylko kawałek jej książki, tak , tak wiem. Jak mogłam nie przeczytać innych, a przeczytać ostatnią. Słuchajcie oglądałam filmy wiele razy i czytałam Wikię też dużo razy. W dodatku wcześniej nie przepadałam za czytaniem, dopiero od około trzech lat czytam „nałogowo” możliwe, że nigdy nie przeczytam pozostałych części, ale nie będzie dla mnie to cios. Mam jeszcze czas, więc może jednak kiedyś wezmę się za resztę Harry’ego Pottera. Teraz jesteśmy na przeklętym dziecku. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli jesteś fanem sagi o Harrym to myślę, że powinieneś przeczytać tą książkę, jeśli nie to w sumie rób co chcesz XD. Polecam ją dla fragmentu z Panią z wózkiem oraz Albusa/Rona i Hermiony. Przeczytajcie, a się dowiecie. Brakuje mi tutaj opisów, dlatego nie lubię dramatów. Wiem, że zrobienie tego dłuższego, nie byłoby proste ze względu na to, że miało to być do spektaklu. Jak to oceniam myślę że 7/10, to dobra ocena. Akcja jest świetna, humoru też nie brakuje, jednak sam rodzaj i autor, to mnie boli najbardziej. Jeżeli czytaliście, możecie napisać jak wy to oceniacie. 

Ciekawostki: Scenariusz jest podzielony na 2 części, z czego pierwsza nie została ukazana na scenie, oraz jest zabronione wystawianie jej. Możliwe, że ze względu ciągłego przeskakiwania z czasu do czasu.

Tyle ode mnie. Mam nadzieje, że Wam się podobało, nie zapomnijcie wpaść i polubić mojego fanpage’a, wtedy będziecie na bieżąco z wpisami.

podpis

powrot_400x400

Wracam z nowymi pomysłami

powrot_400x400

Hejka, tak nie było mnie bardzo długo o czym wspominałam, jednakże teraz wracam. Tak wracam. Co tu teraz będzie, skoro w tytule są „nowe pomysły”? Otóż, teraz będą pojawiały się tu moje opinie o filmach, książkach, mangach, anime itp. Następny wpis zapowiadam będzie o ostatniej części Harry’ego Pottera. Mówię oczywiście o przeklętym dziecku. Powinno się to pojawić jeszcze w tym tygodniu, więc czekajcie cierpliwie :*

Byłabym wdzięczna gdybyście się udzielali pod wpisami.

podpis

Przerwa, brak chęci na pisanie.

Hej, jak pewnie zauważyliście dawno nie było wpisów. Powinnam to napisać wcześniejszej, ale gdy tylko otwierałam stronę by się zalogować, zaraz wchodziłam YT, face, mesa itp,  a potem po prostu narobiło m się tyle stron, że zamykałam tą z której nie korzystałam, a był to właśnie blog. No cóż, ale czemu nic nie pisałam, nie chodzi o to że nie miałam o czym, bo miałam, o wakacjach, czy nawet jak podobał mi się ten rok. Po prostu nie miałam chęci. Nie chciało mi się, przyznaje się jestem śmierdzącym leniem i śmiało możecie mnie za to hejtować. Na czas nieokreślony robię sobie przerwę od bloga, nie chcę mówić że z nim kończę, ale w porównaniu do mojego bloga gdzie piszę opowiadania, to tam robię to dla hobby, nawet jeśli nikt tego nie czyta, ale tu… To też na początku było hobby, ale jakoś tak przestałam widzieć w tym sens. Po za tym powoli mnie to nudzi. Nie zamykam jeszcze bloga, może kiedyś coś napiszę, ale w najbliższym czasie, to nie. Jeżeli będzie koniec to oczywiście napiszę.

podpis

Jadę na wycieczkę!

Hejka, wiem dawno nie pisałam, ale szkoła nie daje chwili wytchnienia, więc wybaczcie. W czwartek, czyli 26 maja jadę na wycieczkę do trójmiasta. Ale to nie jest zwykła wycieczka. Jest ona z wolontariatu i dzięki czemu jest strasznie tania, bo tylko 200, za 4 dni w trójmieście. Po powrocie czyli w sumie nie wiem jeszcze kiedy, albo w tygodniu albo w weekend będzie wpis o tym co było i jak. Podczas wycieczki będę sobie opisywała jak minął każdy dzień i potem to ułożę i Wam napiszę. Nie mogę się już doczekać! Jednak niestety, ale zbliża się koniec roku, a moje oceny wyglądają biednie. I muszę się poprawić z bioli i fizyki :( *smutek*. A od razu po przyjeździe mamy sprawdzian z biologi, po tem w czwartek sprawdzian z geografii i w piątek 2 kartkówki. Naprawdę zapowiada się super *sarkazm*. Nie długo kończę 8 tom Domu Nocy. Naprawdę polecam, bo jest świetne, chociaż z każdą częścią mam co raz większą ochotę komuś złamać, nie sorry skręcić kark… i to nie jest Afrodyta XD.

Cóż, a jak tam u Was? Szykują się jakieś wycieczki? Też macie tak dużo nauki?

A zapomniałam jeszcze, nie dawno zaczęłam tworzyć quizy na http://samequizy.pl/ Jakbyście chcieli to tu jest mój profil, niestety wstawiam dość rzadko te quizy, no ale nauka. http://samequizy.pl/author/tyna358/

Mam nadzieję, że wpis się spodobał, jeśli tak zostaw komentarz i koniecznie odwiedź mojego fb: 

www.facebook.com/projektujemyiplotkujemyblogpl

wpid-podpis.png

Trudna i żmudna nauka japońskiego/ulubieniec miesiąca (kwiecień) nr 8

Hej, na wstępie, przepraszam że mnie długo nie było…. znowu, ale miałam lenia i nie chciało mi się pisać. No, a więc tak jak  już wywnioskowaliście z tytułu uczę się japońskiego. I szczerze powiedziawszy jakby nauka ta kończyła się na samych słówkach, byłbym tak ucieszona, że nie wiem co. Pisownia japońskiego to jest katorga. Dlaczego? Pozwólcie, że Was w to wprowadzę. A więc, alfabet japońskiego składa się z 3 alfabetów, 2 kana i kanji. Znaki kanji są logogramami, co oznacza, że nie reprezentują pozbawionego znaczenia dźwięku, jak np. alfabety, lecz słowa lub morfemy (najmniejsze cząstki języka, posiadające znaczenie). Dla kanji słowo „alfabet” jest przenośne, bardziej pasuje zbiór znaków? Nie wiem, nie ten poziom XD. No, za to alfabety kana, są to po prostu alfabety sylabiczne. Są podzielone na hiragane i katakane. No i na moje nieszczęście w Japonii częściej używa się hiragany, która jest bardzo trudna. Katakana to prościzna, serio. No, ale cóż nie zmienię Japonii. 

13101152_589344771213201_1028318887_n13162398_589344777879867_1117640850_n13152720_589344664546545_845916022_n

A oto moja nauka. Oczywiście nie uczę się tak sama z siebie, wiele bym się nie nauczyła. Pomaga mi stronka:


http://www.6ka.pl/

Jeżeli ktoś chce się nauczyć jakiegoś języka, to polecam tą stronkę. No, a więc umiem już się przywitać, pożegnać, spytać o imię itp. Teraz uczę się hiragany… niestety :C To jest złe. Tyle powiem. 

Jednak dlaczego uczę się japońskiego? W sumie bo uwielbiam anime i mangę. Ogólnie Japonia mnie zafascynowała, więc chcę się i języka nauczyć. Mogę to połączyć z ulubieńcem miesiąca z kwietnia, mam nadzieje że wpis się podobał.

Mam nadzieję, że wpis się spodobał, jeśli tak zostaw komentarz i koniecznie odwiedź mojego fb: 

www.facebook.com/projektujemyiplotkujemyblogpl

Blog TYNY